Uwielbiam mini pączki. Zdecydowanie wygrywają dla mnie z klasycznymi pączkami (szczególnie, jeśli trafi się w środku konfitura z róży). Na mini pączki mam chęć zdecydowanie częściej niż na zwykłe pączki, dlatego postanowiłam zrobić je sobie w domu. Oficjalnie stwierdzam, że to właśnie mini pączki powinny być symbolem Tłustego Czwartku! Są na tyle wciągające i uzależniające, że nie można się od nich oderwać. I choć wielu wydaje się, że do przygotowania pączków potrzebna jest jakaś szczególna wiedza tajemna, dementuję te plotki. Pączki są łatwe do przygotowania, a efekt końcowy i tak rekompensuje włożony wysiłek.
Składniki
90 ml letniego mleka
30 g cukru
10 g drożdży
1 żółtko
180 g mąki pszennej
szczypta soli
1 łyżka wódki lub innego wysokoprocentowego alkoholu
50 g schłodzonego masła
olej do smażenia
1 1/2 szklanki cukru pudru
kilka łyżek wody lub soku z cytryny
W kubku mieszamy ciepłe mleko z łyżką cukru i drożdżami. Odstawiamy w ciepłe miejsce, by zaczyn urósł. Dodajemy żółtko.
W dużej misce łączymy mąkę z solą i resztą cukru. Dodajemy zimne masło i siekamy szerokim nożem, by masło połączyło się z mąką - powinno przypominać bułkę tartą. Dodajemy zaczyn i alkohol, wyrabiamy ciasto.
Wyrabiamy (można użyć miksera z hakiem), by powstało jednolite ciasto - trzeba ciasto wyrabiać około 5 minut.
Ciasto przekładamy do nasmarowanej olejem miski, przykrywamy ściereczką i odstawiamy do podwojenia objętości no około godzinę.
Wyrośnięte ciasto odgazowujemy i przekładamy na podsypany mąką blat. Ciasto rozwałkowujemy na placek o grubości 1 cm. Wycinamy z niego kółka np kieliszkiem, by powstały mini pączki. Przykrywamy je ściereczką i zostawiamy na 30 minut, by podrosły.
W szerokim garnku rozgrzewamy olej do temperatury 170 stopni - temperaturę należy kontrolować - jeśli za bardzo przekroczymy tę wartość, pączki szybko nam się spalą z wierzchu i nie usmażą w środku.
Oleju w garnku musi być tyle, by pączki swobodnie pływały w tłuszczu podczas smażenia.
Pączki smażymy partiami wrzucając je do tłuszczu - będą szybko rumieniły się, a kiedy zezłocą się z jednej strony, odwracamy je na druga i dalej smażymy. Wyciągamy je z tłuszczu na ręcznik papierowy, by obciekły z nadmiaru oleju.
Po usmażeniu, jeszcze ciepłe mączki lukrujemy lukrem powstałym z wymieszania cukru pudru i wody/soku z cytryny. Polukrowane pączki układamy na kratce do pieczenia.
Z tego przepisu wychodzi spory talerz pączków.
Subskrybuj:
Komentarze do posta
(
Atom
)
Mini pączki, mini wyrzuty sumienia :D jestem na tak :D
OdpowiedzUsuńM. ja raczej nie mam wyrzutów jedzenia z powodu jedzenia, ale to kwestia tego, że dziobię jak kurka;)
OdpowiedzUsuńUwielbiam takie małe pączusie :)
OdpowiedzUsuńAsiu, ja też, zdecydowanie bardziej niż duże pączki
OdpowiedzUsuńMini pączki smaży zawsze moja mama, takie na 2-3 kęsy.
OdpowiedzUsuńKocham i tęsknię za tymi chwilami :)
Pozdrawiam
Ania
Aniu, u mnie w domu nie było tradycji smażenia pączków, faworki nam królowały. Dlatego takie małe pączuszki, kupowane od wielkiego dzwonu w cukierni tez miały niepowtarzalny smak. choć to nie to samo co domowe, a mamine to najlepsze:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!